Bł. Stanisław Kubista SVD (†1940) Kostuchna k. Katowic - Stutthof

SwieciCykl "ŚWIADKOWIE Z TEJ ZIEMI"

 

O ks. Stanisławie mówiło się, że to praktyk z zamiłowaniami literackimi.

Mimo absorbujących funkcji ekonoma i przełożonego domu zakonnego ojców werbistów, znajdował czas na pisanie opowiadań, powieści i sztuk teatralnych. Jak każdy werbista bardzo chciał wyjechać na misje, głosić słowo Boże niewierzącym i poszukującym. Bóg przewidział dla niego inne powołanie – męczeństwo za wiarę i miłość do Kościoła! Jego dewizą życiową stały się słowa: „Niech się dzieje wola Boża!”.

CZYTAJ!
Łk 9, 23-27
 
Potem mówił do wszystkich: «Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów. Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże».

ROZWAŻ!
Pójście za Jezusem zawsze wiąże się z krzyżem, ale i z obietnicą zwycięstwa. Tajemnica paschalna jest tajemnicą przejścia od krzyża do poranka zmartwychwstania. Ostatnie słowo należy jednak do Pana: „Miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat!” (J 16, 33). Każdy, kto pragnie naśladować Mistrza, wybiera zatem krzyż jako gotowość na cierpienie, a nawet śmierć z Jego powodu, ale również jako sztandar zwycięstwa.
 
Postawą ucznia jest wierność osobie i nauce Mistrza, z którą związana jest cnota wstydliwości (gr. epaischynomai – „wstydzić się kogoś lub czegoś”). Cnota ta chroni ucznia przed niewiernością, przed zaparciem się i ostatecznym zatraceniem. Jest uczuciem, które pojawia się na skutek niewłaściwego, hańbiącego postępku, niestosownych słów bądź zachowań. Idzie w parze z poczuciem winy, spowodowanym takim postępowaniem oraz lękiem przed złą opinią.
 
Kiedy autor Listu do Hebrajczyków wymienia całą listę bohaterskich przykładów z historii Izraela, przyznaje równocześnie, że „Bóg nie wstydzi się być nazwanym ich Bogiem” (11, 16b). On jest wierny, zwłaszcza danym obietnicom (por. Rz 3, 3; 1 Kor 1, 9; 10, 13; 2 Kor 1, 18; 1 Tes 5, 24; 2 Tes 3, 3; 2 Tm 2, 13; Hbr 10, 23; 11, 11; 1 P 4, 19; 1 J 1, 9). Ewangelie mówią o wstydzeniu się Chrystusa, Jego wysłanników lub Jego nauki (por. Mk 8, 38a; Łk 9, 26a; Rz 1, 16; 2 Tm 1, 8. 16), ale i o tym, że On może wstydzić się ludzi, kiedy „przyjdzie w swej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów” (Łk 9, 26b).

Kto wybiera drogę naśladowania Jezusa, musi pielęgnować w sobie cnotę wierności i wstydliwości. Wstyd stoi na straży obiektywnego porządku wartości. „Formy, jakie przybiera wstydliwość – wyjaśnia Katechizm Kościoła Katolickiego – są różne w różnych kulturach. Wszędzie jednak jawi się ona jako dostrzeżenie duchowej godności właściwej człowiekowi (…)” (KKK 2524). Uczucie wstydu sięga poza obręb życia moralnego. Naruszenie godności osobowej jako źródła wstydu ma miejsce wtedy, gdy jakieś uczynki lub przeżycia najbardziej wewnętrzne, które dla obcych mają pozostać nietykalną tajemnicą, wychodzą poza wnętrze osoby (A. Dylus). Czymś wyjątkowo intymnym jest wiara jako osobowa relacja z Bogiem. Zaparcie się wiary w Boga jest ciężkim grzechem, który narusza pierwsze przykazanie Boże. Ten, kto wstydzi się Jezusa lub Jego słów, uznaje Go za kogoś niegodnego wiary. Można w różny sposób zgrzeszyć przeciwko wierze, ale świadome zaparcie się wiary jest równoznaczne z apostazją, czyli całkowitym porzuceniem wiary chrześcijańskiej, wyparciem się Boga, zaprzeczeniem Jego nauki.

Wielu chrześcijan musiało stanąć przed taką próbą, zdać egzamin z wiary. Łukasz, przywołując warunki radykalnego naśladowania Jezusa, nie precyzuje dokładnie, o kogo chodzi (inaczej niż Mk 8, 34), przez co adresatami pouczeń czyni wszystkich współczesnych sobie i późniejszych czytelników Ewangelii.

W tym gronie znalazł się również Stanisław Kubista – chłopak ze Śląska! Urodził się 27 września 1898 r. w Kostuchnie (obecnie dzielnica Katowic). Chrzest św. otrzymał 2 października w kościele św. Wojciecha w Mikołowie. Ojciec Franciszek był pracownikiem leśnym, a matka Franciszka z domu Czempka, kobietą o wyjątkowej pracowitości i pobożności. Stanisław miał pięciu braci i trzy siostry. Była to tradycyjna śląska rodzina, w której panował szczególny kult Matki Boskiej Różańcowej. Codziennie wspólnie odmawiano jedną część różańca. W parafii mikołowskiej znane były tradycje misyjne i poszanowanie czasopism i książek czytanych w języku polskim.

Powołanie misyjne w Stanisławie odkrył ks. Michatz, wikariusz z Mikołowa, który zaproponował rodzicom, by wysłali syna do Niższego Seminarium Misyjnego Werbistów w Nysie. Niestety, naukę przerwał wybuch I wojny światowej. Pod koniec maja 1917 r. Stanisław został powołany do wojska pruskiego. Po przeszkoleniu na radiotelegrafistę wysłano go na front francuski, gdzie przebywał aż do zawieszenia broni. Później jego oddział stacjonował w Szczecinie, skąd Stanisław w maju 1919 r. został zwolniony ze służby.

Po powrocie do Nysy kontynuował naukę, a gdy w 1920 r. zdał egzamin maturalny, postanowił zrealizować swoje powołanie kapłańskie i misyjne. Trzy miesiące później rozpoczął nowicjat w Zgromadzeniu Słowa Bożego (werbiści) w St. Gabriel pod Wiedniem (Mödling). Po roku złożył pierwsze śluby zakonne, a po ukończeniu studiów teologicznych pozwolono mu złożyć śluby wieczyste – 29 września 1926 r. Święcenia kapłańskie otrzymał 26 maja 1927 r. Mszę prymicyjną odprawił 3 lipca 1927 r. w bazylice ojców franciszkanów w Panewnikach. Jego pragnieniem były misje na Filipinach czy w Nowej Gwinei lub duszpasterstwo. Wielką pasją młodego kapłana była również działalność literacka. Już jako kleryk pisywał artykuły do polskich czasopism i kalendarzy misyjnych.

Ostatecznie jesienią 1928 r. przydzielony został do domu zakonnego w Górnej Grupie k. Grudziądza. Był to duży ośrodek, w którym pełnił funkcję ekonoma domu dla 300 osób: ojców, braci i wychowanków. W następnym roku powierzono mu również ekonomię, tzn. opiekę nad całym regionem. Była to niezwykle odpowiedzialna funkcja związana ze sprawami majątkowymi, finansami, a zwłaszcza wyżywieniem tak licznej grupy zakonników. Ojciec Stanisław był także poszukiwanym spowiednikiem, zwłaszcza dla seminarzystów. W latach 1931-1933 współorganizował Muzeum Etnograficzne z eksponatów z Chin, Brazylii i Nowej Gwinei.

Ks. Stanisław przejął też redakcję kilku czasopism: „Małego Misjonarza”, „Kalendarza Małego Misjonarza”, „Skarbu Rodzinnego” oraz „Posłańca Świętego Józefa”. We wszystkich tych pismach ukazywały się jego artykuły, pisał też opowiadania, np. Powieść z puszcz afrykańskich, Królowa Matamba, Brygida, W mrokach i światłach oraz dramat o historii Inków w Peru pt. Krzyż i słońce. Zapewne nie spodziewał się, że treść tej sztuki teatralnej okaże się zapowiedzią jego prawdziwej misji życia: wyboru krzyża męczeństwa i wierności Chrystusowi.

Wybuch II wojny światowej i wkroczenie wojsk niemieckich wiązało się z nieuniknionym konfliktem i prześladowaniami. Gestapo stopniowo ograniczało możliwości działania całego zgromadzenia. W Górnej Grupie o. Kubista musiał patrzeć, jak stopniowo niszczono jego warsztat pracy – ukochaną drukarnię oraz zapasy, które zgromadził dla utrzymania mieszkańców klasztoru. 27 października 1939 r. aresztowano 64 ojców i braci, a klasztor stał się obozem dla internowanych. W następnych dniach dowieziono 80 księży oraz kleryków diecezjalnych i zakonnych. Skonfiskowano gospodarstwo i cały majątek, pozostawiając mieszkańców bez środków do życia. O. Stanisław podjął się jednak – na miarę swoich możliwości – organizacji wyżywienia dla całej grupy. Przywoził żywność i opał z parafii uwięzionych księży. W ten sposób można było przetrwać do 5 lutego 1940 r., kiedy to wywieziono internowanych do Nowego Portu, filii obozu w Stutthofie (J. Arlik SVD).

Rozpoczęła się golgota obozowa. Okropne warunki sanitarne potęgowały zimno, głód i praca oraz nieludzkie traktowanie. Bito i prześladowano w wyszukany sposób zwłaszcza kapłanów, pozbawiając ich możliwości sprawowania sakramentów. W Wielki Czwartek w tajemnicy udało się o. Ligudzie, rektorowi z Górnej Grupy, odprawić Mszę św. i rozdać Komunię św. Okazało się, że dla o. Stanisława był to wiatyk na drogę do męczeńskiej śmierci.

Kapo obozowy wyjątkowo okrutnie znęcał się nad chorym na zapalenie płuc zakonnikiem. „W dniu 26 kwietnia 1940 r. – jak relacjonuje jeden z świadków – gdy wróciliśmy z apelu do baraku, położyliśmy go na twardej podłodze z desek. Wtem wchodzi do baraku blokowy. Był to więzień niemiecki, zawodowy przestępca. Nie zaniedbał żadnej sposobności, aby dokuczyć księżom. Powitał nas zwierzęcym wzrokiem, potem z szatańską radością spoczęły jego oczy na o. Kubiście. Zbliżył się doń i rzekł: «Już nie masz po co żyć!». Z całą flegmą staje jedną nogą na piersiach, drugą na gardle i silnym naciskiem miażdży kości klatki piersiowej i gardła. Krótki charkot, drganie śmiertelne zamknęły żywot męczennika” (o. Dominik Józef).

„Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, nich co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (9, 23). O. Stanisław znał te słowa Ewangelii i wiedział, że brać krzyż i naśladować Chrystusa, oznacza upokorzenie, cierpienie, bicie aż po śmierć męczeńską. „Uczeń nie przewyższa nauczyciela, ani sługa swego pana. Wystarczy, jeśli uczeń będzie jak jego nauczyciel…” (Mt 10, 24). „Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować… Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa…” (Łk 21, 12n).

O. Stanisław został ogłoszony błogosławionym, gdyż żył słowem Bożym (Łk 8, 21).
  • Jak słuchamy i wprowadzamy w życie słowo Boże, które otrzymujemy w różnych okresach życia?
  • Co dla nas oznaczają wezwania: „zaprzeć się siebie” i „co dnia brać swój krzyż”? Co w świetle Ewangelii jest dla nas zyskiem?
  • Jak świadczyć o wierze w Chrystusa i Jego Ewangelię we współczesnym świecie? Jak bronić swojego Kościoła, jego pasterzy i wartości chrześcijańskich?
  • Czy jesteśmy gotowi na najwyższą ofiarę dla imienia Jezusa Chrystusa?

MÓDL SIĘ!

Głodni miłości i zrozumienia,
Zniewoleni wolnością słowa,
Tolerancyjnie nietolerowani,
Zamknięci w obozach własnych sumień,
Otoczeni drutami praw ludzkich – choć tak nieludzkich.
Prosimy o odwagę bycia sobą, gdy świat chce nas zmieniać.
Prosimy o wytrwałość dążenia do Boga,
gdy teraźniejszość rzuca kłody.
Użycz swej nadziei,
błogosławiony Stanisławie,
że ten chaos ma sens i siły,
by podnieść Krzyż Chrystusowy, który zdeptali.

ŻYJ SŁOWEM!

Nowy Katechizm dla młodzieży zawiera intrygujące w naszych czasach pytanie: – Dlaczego wstyd jest dobry? Odpowiedź jest ważna nie tylko w kontekście wychowania do czystej miłości, ale również wobec wierności wyznawanej wierze, której nie wolno się zaprzeć: „Wielu młodych chrześcijan żyje w środowisku, w którym zupełnie swobodnie wszystko wystawia się na widok publiczny i systematycznie redukuje się uczucie wstydu. Ale bezwstyd jest nieludzki. Zwierzęta nie znają poczucia wstydu. W przypadku człowieka jest on z kolei cechą charakterystyczną. Nie skrywa czegoś gorszego, lecz chroni coś wartościowego – godność osoby w jej zdolności do kochania (…). Człowiek wstydzi się z powodu swoich grzechów i innych spraw, których upublicznienie upokorzyłoby go” (Youcat nr 464). Wstydząc się Jezusa i Jego nauki odrzucam także proponowany przez Niego krzyż. W ten sposób daję do zrozumienia, że On uczy zasad niemoralnych i swą nauką o wyrzeczeniu prowadzi na bezdroża. Wstydząc się Go, zarazem żałuję, że w ogóle za Nim poszedłem. Czy może być coś gorszego? Przykład męczenników pomaga nam jednak zachować to, co najcenniejsze w naszych sercach.
 

Osoby

  1. Biskupi
  2. Kapłani
  3. Inne

next
prev

Multimedia

  1. Zdjęcia
  2. Filmy
  3. Nagrania

next
prev

Kandydaci na ołtarze

  1. Błogosławieni
  2. Słudzy Boży

next
prev

Biblioteka

  1. Rozporządzenia
  2. Wiadomości

next
prev